Kto jest najlepszym sojusznikiem dla Gruzji, Armenii i Azerbejdżanu?
Kaukaz Płd. coraz bardziej skupia na sobie uwagę Chin. Może dlatego Rosja tak otwarcie mówi o chęci ingerencji w sprawy regionu.
Koniec przerwy! Oto, jak będzie wyglądał teraz Przegląd AgFilipiak:
pod koniec tygodnia newsletter o Kaukazie Płd.: na początku część otwarta dla wszystkich, dalej część zamknięta w ramach płatnej subskrypcji z szerszą analizą oraz linkami do ciekawych informacji z regionu.
na początek tygodnia subiektywny przegląd wydarzeń na świecie, czyli 5 informacji, które moim zdaniem warto wiedzieć i dlaczego. Newsletter otwarty.
analizy i wywiady w wersji płatnej jak dotychczas.
raz w miesiącu komentarz w języku angielskim o Kaukazie Płd.
od czerwca tematyczne cykle audio na temat Kaukazu Płd.
I will publish my English commentaries on current events in the South Caucasus at the end of each month.
Patrząc na relacje z piątkowego szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Tiranie, można by odnieść wrażenie, że na Kaukazie Płd. sytuacja się ustabilizowała i zmierza w kierunku rozwoju demokracji i pokoju. Na zdjęciach i nagraniach widzimy jak prezydent Azerbejdżanu pije w spokoju kawę z premierem Armenii. Zaś prezydent Macron i premier Tusk serdecznie witają się z szefem gruzińskiego rządu. Uśmiechy, uściski dłoni, jest pięknie.
Nie lubię zdjęć z takich imprez. Są prawdziwe, ale to tylko zdjęcia gestów, które nie oznaczają realnych działań czy zwrotów. Przez rządy takie jak gruziński, są za to wykorzystywane do manipulacji i próby przekonania społeczeństwa, że relacje z UE są na dobry poziomie. A to nieprawda. Pokój między Armenią a Azerbejdżanem także zniknął z horyzontu.
Po paru tygodniach ciszy dziś podsumowanie tego, co was ominęło.
Armenia i z Rosją, i z UE
Armenia nadal stoi w rozkroku i nie daje się zaszufladkować do jednej kategorii. Z jednej strony na początku maja Erywań oskarżył Rosję o prowadzenie przeciwko niemu wojny hybrydowej i możliwości eskalacji jej w 2026 roku z powodu wyborów parlamentarnych. Z drugiej premier Nikol Paszynian pojawił się w Moskwie 9 maja na obchodach Dnia Zwycięstwa. Ormianie dumnie wspominają 600 tys. rodaków walczących w tzw. wielkiej wojnie ojczyźnianej, więc wizytę w Rosji należy zapewne interpretować szerzej niż tylko jako gest polityczny wobec Putina (Żołnierze Armenii nie brali udziału w paradzie). Zresztą według badania Gallupa 62 proc. społeczeństwa popiera decyzję premiera o wizycie w Rosji. Negatywnie oceniło ją 31 proc.
Równocześnie Armenia pogłębia relacje z UE, o czym świadczyć mają liczne spotkania oraz wpisy w mediach społecznościowych, np. szefowej dyplomacji Kaji Kallas, że współpraca rozwija się w szybkim tempie. Na początku kwietnia prezydent Armenii podpisał ustawę o rozpoczęciu procesu akcesyjnego do Unii Europejskiej. Nie niesie ona za sobą żadnych konsekwencji, ale wyraża/umacnia jeden z kierunków rozwoju. Wydaje się, że złudzeń, co do ustawy nie mają też sami Ormianie. Tylko 37 proc. uważa, że Armenia przystąpi kiedyś do UE, a także 37 proc., że to nigdy nie nastąpi.
Najważniejsza kwestia, czyli podpisanie traktatu pokojowego z Azerbejdżanem utknęła w martwym punkcie. Od kiedy w marcu ogłoszono uzgodnienie treści porozumienia, nic się właściwie nie wydarzyło. Treści zresztą nadal nie upubliczniono (86 proc. Ormian uważa to za błąd). Obie strony tylko oskarżają się o łamanie zawieszenia broni.
Przypomnę tylko, że wydarzenia w Armenii to wynik ataku Azerbejdżanu na Górski Karabach we wrześniu 2023 roku. Mimo obecności tzw. rosyjskich sił pokojowych i sojuszu wojskowego OUBZ - Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym, Moskwa nie zareagowała na działania Baku tak jak oczekiwał tego Erywań. Azerbejdżan zaledwie w parę dni odzyskał kontrolę nad utraconą prowincją i zmusił do ucieczki ok. 100 tys. miejscowych Ormian. W rezultacie rząd w Erywaniu zaczął się dystansować od Moskwy (na ile to możliwe przy silnym uzależnieniu gospodarczym i rosyjskiej bazie wojskowej) i szukać sojuszników w Unii Europejskiej, Azji i USA.
Azerbejdżan nie śni o pokoju
Prezydent Azerbejdżanu Ilham Alijew do Rosji nie doleciał, choć deklarował. Zmienił zdanie w ostatnim momencie i 9 maja spędził na tzw. terenach odzyskanych, czyli w byłym Górskim Karabachu. Odbudowa obszarów trwa, ale mimo wydanych milionów na infrastrukturę, mieszkania i szkoły, trudno mówić o sukcesie i masowych powrotach ludności wygnanej.
Alijew niezmiennie pozostaje autokratą i choć, a może właśnie dlatego, że rządzi już ponad dwie dekady bez uczciwych i praworządnych wyborów, to nadal nie odpuszcza niezależnym mediom. Ponownie doszło do brutalnego aresztowania dwójki dziennikarzy, co daje w sumie już 25 zatrzymanych pracowników mediów. Wydaje się też, że znowu ujdzie to azerbejdżańskiej elicie na sucho.
25 kwietnia szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas spotkała się z prezydentem Alijewem oraz przedstawicielami rządu. Noty z tego spotkania jak zawsze są bezużyteczne, ale w komunikacie unijnym pada:
Cieszę się również, że zgodziliśmy się wznowić negocjacje w sprawie nowej umowy o partnerstwie i współpracy między Unią Europejską a Azerbejdżanem. Jest to relacja, która ma się rozwijać w oparciu o wzajemny szacunek - w tym szacunek dla naszych państw członkowskich i naszych podstawowych zasad, w tym poszanowania praworządności i praw człowieka.
Co być może sugeruje, że Alijew uzbierał już wystarczającą liczbę aresztowanych dziennikarzy i aktywistów, żeby móc ich uwolnienie traktować jako kartę przetargową. Zobaczymy, czy dobito jakiegoś targu.
Jeśli chodzi o kwestię pokoju, to nie widać też zmian w podejściu do Armenii i chęci podpisania tajemniczego układu pokojowego. I trudno mieć tu optymistyczne nastawienie, bo podziały między obydwoma krajami umocnił/podbił ostatni atak Indii na Pakistan. Azerbejdżan wraz z Turcją wyraził solidarność z Pakistanem, a Armenia z Indiami. Relacje tutaj oparte są w dużej mierze na handlu bronią.
Azerbejdżańskie Centrum Badań Społecznych (CSR) opublikowało sondaż na temat kierunku działań rządu po odzyskaniu Górskiego Karabachu. W Azerbejdżanie nie ma niezależnych badań, dlatego patrzcie na te badania jak na przekaz samej góry. Co władza chce przekazać, jakie są naciski i oczekiwania wobec Armenii przede wszystkim. Otóż według tego kontrolowanego sondażu 62 proc. uważa, że ”głównym celem, obok zapewnienia suwerenności i integralności terytorialnej Azerbejdżanu, jego sukcesów militarnych i politycznych jest realizacja Korytarza Środkowego. 58,3 proc. badanych stwierdziło, że głównym celem po konflikcie jest prowadzenie walki politycznej i dyplomatycznej w celu utrwalenia zwycięstwa. 41,7 proc. uważa za główne cele: określenie granic z Armenią, 39,8 proc. - podpisanie traktatu pokojowego.
Gruzja - delegalizacja partii opozycyjnych
W Gruzji bez zmian, tylko gorzej. Nowym czytelnikom streszczę tylko: w październiku 2024 r. odbyły się wybory parlamentarne, które wg CKW wygrało Gruzińskie Marzenie - partia rządząca w Gruzji od 2012 r. Według międzynarodowych obserwatorów Gruzińskie Marzenie dopuściło się oszustw wyborczych, a według opozycji i części społeczeństwa owe oszustwa były tak poważne, że wpłynęły na wynik wyborów i Gruzińskie Marzenie nie ma prawa rządzić.
W Gruzji od końca listopada trwają uliczne protesty (najliczniejsze w Tbilisi, symboliczne w Batumi i innych miastach). Wtedy to premier Irakli Kobachidze stwierdził, że jego rząd zawiesza proces integracji z UE na 4 lata. Kwestia przystąpienia Gruzji do UE od lat dominuje w dyskursie politycznym, dlatego decyzja szefa rządu stała się oczywistym katalizatorem protestów. Po brutalnych tłumieniach i ulicznych walkach, władza przeszła do cichszych, ale i skuteczniejszych sposobów karania i zastraszania protestujących. Protesty mimo to trwają, ale też, tak jak w przeszłości, nie przeszkadzają w żaden sposób rządom Gruzińskiego Marzenia.
Motorem partii rządzącej pozostaje krytyka poprzedniej ekipy. W lutym w parlamencie powołano komisję śledczą, która bada działania rządu Zjednoczonego Ruchu Narodowego, partii założonej przez Micheila Saakaszwilego - lata 2004-2012. Z czasem śledztwo rozszerzono właściwie na wszystkie ugrupowania i lata późniejsze, by móc przesłuchać chociażby byłego premiera Gruzińskiego Marzenia - Giorgiego Gacharię, obecnie w opozycji. Gacharia stawił się na przesłuchaniu, ale większość czołowych opozycjonistów nie. Taka niesubordynacja jest surowo karana - do roku więzienia. Były minister obrony, spraw wewnętrznych Irakli Okruaszwili (bardzo ciekawa postać na kiedyś) nie dość, że się nie stawił, to jeszcze nie zapłacił grzywny, więc trafił do tymczasowego aresztu.
Pisałam regularnie o zaostrzaniu prawa w Gruzji. To, na co teraz warto zwrócić uwagę, to pakiet legislacyjny umożliwiający delegalizację partii politycznych. Gruzińskie Marzenie nie ukrywa, że dąży do rozwiązania Zjednoczonego Ruchu Narodowego i pozostałych partii opozycyjnych, które nazywa “satelickimi” wobec Ruchu.
Gruzińskie prawo zakładało już wcześniej delegalizację partii, jeśli miała ona na celu naruszenie integralności terytorialnej, obalenie porządku konstytucyjnego czy podżeganie do niezgody na tle narodowościowym czy religijnym. Nowelizacja Gruzińskiego Marzenia daje jednak furtkę do delegalizacji przyszłych partii, jeśli w jakiś sposób będą miały podobne elementy do tych już zdelegalizowanych. W skrócie, jeśli dojdzie do delegalizacji partii opozycyjnych, to nikt z tych ugrupowań, nie będzie mógł już założyć partii (jeśli GM tak uzna).
Gruzja - relacje z UE i USA
Mimo uścisków dłoni na szczycie w Tiranie relacje Gruzji z UE pozostają chłodne. Bruksela zawiesiła już w zeszłym roku spotkania na wysokim szczeblu oraz fundusze w odpowiedzi na przyjęcie przez Tbilisi tzw. “rosyjskiego prawa”, próby ograniczenia działalności organizacji pozarządowych i mediów oraz ustawy wymierzonej w prawa społeczności LGBTQ+. Dlatego, kiedy władza w Tbilisi zaczęła brutalnie atakować protestujących oraz media, UE została już praktycznie bez narzędzi wpływu. Do nałożenia sankcji potrzeba zgody, a tutaj wybija się od zawsze premier Węgier. Tylko nieliczne kraje, w tym niedawno Polska, zdecydowały się na nałożenie sankcji na konkretnych urzędników gruzińskich. Na początku maja Estonia zawiesiła ruch bezwizowy dla posiadaczy gruzińskich paszportów dyplomatycznych i urzędowych.
Tbilisi nie pozostaje dłużne i choć z jednej strony chwali się takimi spotkaniami jak Europejska Wspólnota Polityczna, to z drugiej regularnie atakuje UE i USA. W raportach służb specjalnych nadal przedstawia się Zachód jako “zagrożenie dla suwerenności Gruzji, spiskujący w celu obalenia obecnych władz, a jednocześnie wykorzystujący taktykę wojny hybrydowej do wzniecania niepokojów społecznych, wykolejania postępu gospodarczego i zanieczyszczania umysłów młodych ludzi ideami obcymi gruzińskim tradycjom”.
Krytyka pod adresem USA nie dotyczy oczywiście prezydenta. Gruzińskie Marzenie nie ustaje, by zdobyć przychylność Donalda Trumpa. Premier Kobachidze był tak zniecierpliwiony brakiem wieści z Waszyngtonu, że sam napisał list do Białego Domu. Życzy w nim Donaldowi Trumpowi sukcesów w walce z tajnymi strukturami (deep state), a jak już zwycięstwo zostanie osiągnięte, to by pamiętał, że tam na Kaukazie jest Gruzja. (Mój lekko złośliwy, nieprzekłamany, skrót).
Odpowiedzi Trumpa nie ma, ale Waszyngton nie milczy w sprawach Gruzji. Izba Reprezentantów przyjęła bowiem ustawę Megobari. Walka z Gruzińskiem Marzeniem/o demokrację w Gruzji to zdaje się misja życiowa kongresmena Joe Wilsona. On też na początku maja ujawnił, kogo mogą objąć sankcje w ramach Megobari (Mobilizing and Enhancing Georgia's Options for Building Accountability, Resilience, and Independence, a po gruzińsku - przyjaciel). Chodzi o osoby odpowiedzialne za korupcję, przemoc i zastraszanie oraz zablokowanie euroatlantyckiej integracji Gruzji i rozwój demokracji, a także podważanie suwerenności, stabilności i bezpieczeństwa kraju. Tym razem na liście nie ma Bidziny Iwaniszwilego, założyciela Gruzińskiego Marzenia i człowieka, który od 2012 roku rządzi w zasadzie Gruzją. (Znajdziecie go na liście tutaj, kiedy mowa o Rosji.)
Ustawa przeszła głosami zarówno Republikanów (168), jak i Demokratów (181). Tbilisi nie ma więc za szerokiego pola do krytyki, skoro partia Trumpa udzieliła takiego poparcia. Niemniej Gruzińskie Marzenie nadal obwinia za wszystko niezdefiniowane “deep state”. Jeśli Senat przyjmie ustawę, to trafi ona na biurko Trumpa.
A skoro przy Armenii i Azerbejdżanie wspominała o Moskwie i Dniu Zwycięstwa, to odnotuję, że Otar Partschaladze, były prokurator generalny Gruzji, objęty amerykańskimi sankcjami, był widziany na paradzie 9 maja.
Sytuacja na Kaukazie Płd. zmienia się dynamicznie. Nie przegap kolejnego numeru i zapisz się:
Możesz też po prostu docenić moją pracę, kupując mi kawę albo/i wspierając Polską Misję Medyczną działającą w Ukrainie. Jeśli newsletter to dla Ciebie za mało, to zapraszam na moje konta: Instagram, Whatsapp - tu wrzucam masę linków do raportów, analiz, informacji o webinarach.
W dalszej części poniżej m.in.: rosyjskie plany na wybory parlamentarne w Armenii, przyspieszone prace nad nowymi regulacjami w Gruzji przed wyborami samorządowymi oraz sekcja linków w skrócie, z wątkiem polskim - bo chyba już na dobre jako państwo przyjęliśmy stanowisko w kontrze do Gruzińskiego Marzenia.



